Kategorie: Wszystkie | Recenzje | Zapowiedzi płyt
RSS
poniedziałek, 20 marca 2017

Wczoraj byliśmy na koncercie.

Fajny koncert był. KAT i Roman Kostrzewski. Czyli nie ma lekko, jedna z trzech legend polskiego mocniejszego grania. Obok Turbo i TSA. I tu mam zawsze trochę problem. Bo za gówniarza to ja jednak bardziej byłem obeznany z Turbo i TSA niż z KATem. Co dziwne przecież, bo wiele zagrywek mieli panowie tak Metallicowych, że powinienem od głośnika nie odchodzić:)

Przez to niestety nie dane mi było zobaczyć KATa w składzie z Piotrem Luczykiem. Człowiekiem, który w dużej mierze odpowiadał za takie a nie inne brzmienie zespołu, czyli za podobieństwo do Metallicy też.

Od ładnych kilku lat mam jednak okazję oglądać Romana z ekipą dość często. I koncerty to były różne. W grudniu ubiegłego roku na przykład i frekwencyjnie było średnio, i Roman wokalnie miał trochę problemów. No jakoś nie powaliło, choć spotkanie z muzykami po koncercie bardzo miłe i dużo rekompensowało:)

A wczoraj była petarda. Po pierwsze w klubie było naprawdę całkiem sporo ludzi. Dobra frekwencja zawsze pomaga w dobrej atmosferze. Do tego było naprawdę dobre nagłośnienie. Brzmiało klarownie ale jednocześnie mocno (ten bas). I do tego dobra forma Romana. Chyba najlepsza, w jakiej dane mi go było widzieć. Choreografia na znanym wszystkim poziomie, ale zagadówki do publiczności były jak należy. Mimo, że jak przyznał, dzień wcześniej mocno zespół walczył z bimbrem po sztuce w Świdnicy:) Lekko odświeżona setlista dała szanse usłyszeć parę dawno nie słuchanych numerów. Ale wiadomo - okręt musiał popłynąć dalej:)

I nawet nie było przesadnie dużo "nagrywaczy". Choć zawsze gdzieś przed nami stanie jakiś pacjent, który wyjmuje komórkę wielkości laptopa i prowadzi relację na żywo. Ludzie, koncert jest żeby muzyki posłuchać, piwko wypić. A nie po to żeby stać 2 godziny z łapą w powietrzu i zasłaniać na tyle, że więcej widać na tym Twoim ekranie niż na własne oczy:)

Do tego Roman zapowiadał nadciągającą płytę. Przerwa między poprzednim albumem jest już w kategoriach Metallicy czy Toola (coś koło 6 lat jak na razie), ale może tym razem się uda. Bardzo jestem ciekawy tej płyty, bo Biało-Czarna specjalnie mnie nie zachwyciła.

Niestety na support nie daliśmy rady. Dormant Dissident przegrali tym razem z imieninami Józefa. Może następnym razem się uda?

Tagi: kat
21:59, vampyr
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 marca 2017

Dzisiaj przypominam sobie w pracy The Gathering. Zespół dla mnie specjalny. Wiadomo. Anna Ty wiesz:)

No dobra, Anneke a nie The Gathering. Bo bez niej to już nie jest mój zespół. Ale co tam. Ładne to to:)

wtorek, 28 lutego 2017

Wiadomo. Od ponad roku Lemmy już w piekle rządzi. Ale wielu muzyków oddaje mu w taki czy inny sposób muzyczny hołd. Ot na przykład Airbourne. Nagrali właśnie kawałek It’s All For Rock ‚N’ Roll. Tekst poświęcony Lemmiemu. A w obrazkach min. bombowiec, taki jakiego używali na koncertach Motorhead, mikrofon postawiony w charakterystyczny sposób, w jaki używał go Lemmy czy przebitki z teledysku Runnin' Wild. To pierwszy teledysk Airbourne z roku 2007 a Lemmy grał w nim kierowcę ciężarówki.

Trzeba uczciwie przyznać, że muzycznie chłopaki są tacy rock'n'rollowi jak i Motorhead był. Może tylko trochę "lżejsi":) Takie AC/DC, tym bardziej że z Australii:)

A jest jeszcze Metallica, która zawsze podkreślała swoją fascynację Motorhead i Lemmym. Teledysk do Murder One z ostatniej płyty jest o Lemmym. Poza tym Metallica coverowała Motorhead. A i gościnie występowali panowie ze sobą przy różnych okazjach.


No to wieczorkiem szklaneczka Jacka i za Lemmiego!

poniedziałek, 13 lutego 2017

Bilety na koncerty w chwili obecnej czasami coraz większa lipa. Często zamawiane internetowo, są tylko czarno-białym napisem z kodem kreskowym i kodem QR. Coraz częściej zostają już tylko kodem QR w komórce. Albo świstkiem, jaki dostałem na bramce w O2 Academy w Birmingham. No przecież kto to będzie po latach wiedział, że to było z koncertu Obituary, Exodus, Prong i King Parrot. I to jeszcze koncertu w mieście, w którym ciężkie granie nabrało właściwego kształtu dzięki Black Sabbath.

Te ładne bilety mają nawet swoją fajną nazwę - bilety kolekcjonerskie:) Takie jak poniższy bilet z Marduka i Immolation:)

A przecież to świadectwo muzycznych wspomnień. Ireneusz z Pianki na Piwku ma w domu dużą tablicę ze swoimi pamiątkami. A i też nie ze wszystkimi, bo to taki koncertowy łazik, który widział prawie wszystko i wszystkich na żywo:)

W domu od paru lat nadrabiamy zaległości i jeździmy na wszystko na co dajemy radę logistycznie i finansowo. Ale mamy też pamiątki nieoczywiste. Na przykład Bilet z Ozziego, którego odwołali, a ja go nie oddałem i pieniędzy nie odzyskałem:) Albo mamy wydrukowane bilety z Gojiry, którą też nam odwołali. Zwrot kasy nie wymagał oddania biletu (te elektroniczne czary), ale specyficzna pamiątka jest.

Oczywiście konkretne koncerty to konkretne wspomnienia. Jak AC/DC i Metallica z 1991 roku (pierwszy poważny koncert), jak Anneke (z autografem po koncercie), na której byliśmy z Małążonką. Jak pierwszy Brutal Assault. Można by tak długo. W każdym razie ładny bilet z koncertu to naprawdę dla mnie pamiątka i przywołanie wspomnień i nie chciałbym, żeby skończyło się to na "pikaniu" komórką na bramce klubu.

JA sobie też kiedyś te wszystkie nasze cuda koncertowe zbiorę, oprawię czy coś. Bo to zajebiste wspomnienia są:)

Tagi: rush
18:27, vampyr
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 331
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Tagi